DZIENNIK LUDOWY Logo 18 grudnia 1964

Odnalezieni bohaterowie


Kilka miesięcy temu, na ręce ambasadora radzieckiego w Polsce A.B. Aristowa wpłynął   list z Gruzji. Autor listu – były partyzant Szałwa Babunaszwili – prosił o pomoc w poszukiwaniu polskich przyjaciół, którzy w czasie okupacji uratowali życie jemu i setkom żołnierzy radzieckich, więzionych za drutami obozu jenieckiego. Ani nazwisk, ani imion swych wybawców Babunaszwili nie pamiętał. Przypomniał sobie jedynie nazwę wsi: Lipy w woj. kieleckim. We wsi tej działał w podziemiu oddział Batalionów Chłopskich; żołnierze BCh, nie zważając na grożące im niebezpieczeństwo ze strony faszystów, pomogli dużej grupie jeńców radzieckich zorganizować ucieczkę. Jeden z BCh-owców był weterynarzem, drugi osiemnastoletnim młodzieńcem, o innych zaś zabrakło w liście nawet tak skąpych danych. 

Niełatwo w trzydziestomilionowym państwie odnaleźć nieznanych bohaterów. Przecież w tamtych trudnych latach było wiele tysięcy Polaków, którzy dokonywali czynów równie chwalebnych i pełnych poświęceń. Ale jakże nie przyjść z pomocą, gdy idzie o spełnienie tak bardzo ludzkiej prośby. I oto następuje pierwsza próba. Zwróciliśmy się redakcji „Chłopska Droga”, która użyczając miejsca na swych łamach, opublikowała list Sz. Babunaszwili. Autor m. In. Pisał: "Na zawsze zachowamy w sercach pamięć o swoich przyjaciołach, zawsze też będziemy z radością przyjmować ich u siebie jako najdroższych gości. Pokażemy im nasze sukcesy osiągane w pokojowej pracy, pokażemy, jak w rodzinie bratnich narodów socjalistycznych kwitnie Gruzińska Republika". Próba się udała. Wkrótce z Radomia dali znać o sobie ludzie, którzy uratowanym jeńcom służyli za przewodników, mianowicie - Piotr Mikos i Antoni Lipiec.

W kilka dni później znaliśmy dalsze nazwisko – jednego z organizatorów ruchu bechowskiego na kielecczyźnie, owego lekarza weterynarii – Tadeusza Podbielskiego. On to właśnie razem z żoną Zofią, po uprzednim nawiązaniu ścisłej łączności z jeńcami radzieckim w obozie Kruszyny, przygotował ich ucieczkę. Podziemna organizacja powierzyła Piotowi Mikosowi (ten, który miał wówczas 18 lat) skomplikowane i niebezpieczne zadanie: przeprowadzić trzy grypy radzieckich jeńców za Wisłę, do rejonu, gdzie operowały zgrupowania partyzanckie. Młody żołnierz podziemia wywiązał się ze swego zadania, ratując  dwustu towarzyszy broni i dając im możność - już jako partyzantom - odpłacenia się hitlerowcom za wszystkie okropności, jakich doznali i widzieli w okupacyjnej Polsce. Dopisało im szczęście.

 Wspólnie z polskimi dziennikarzami szukałem śladów dawnych zdarzeń, a tymczasem udało się nam znaleźć żywych bohaterów. Przekazana prasie radzieckiej wiadomość o godnym podziwu okupacyjnym wyczynie polskich przyjaciół i o tym, że żyją i cieszą się zdrowiem – szybko dotarła do słoneczne Gruzji. Jakże bardzo uradowała ta wiadomość byłych jeńców, którym polacy nie pozwolili zginąć w hitlerowskim obozie i ułatwili podjęcie walki w partyzanckich szeregach. Teraz nie pozostawało nic innego, jak tylko niezwłocznie wysłać do Polski zaproszenia. I znowu szczęście mi dopisało. Nieoczekiwanie spotykam w Warszawie Tadeusza i Zofię Podbielskich, którzy powrócili niedawno z Gruzji, a w ich towarzystwie widzę trzech obywateli radzieckich.  To właśnie jedni z   tych, którym Podbielscy uratowali życie.

Po upływie 21 lat od tamtego czasu przyjechali w gościnę do Polski: Szałwa Babunaszwili i Szałwa Kobiaszwili. Radzieccy goście akurat zakończyli podróż po ziemi polskiej i z zachwytem wyrażają się teraz o wielkich przemianach, jakie zaszły w okresie dwudziestolecia PRL. ...Siedzieliśmy za okrągłym stołem w gmachu TPPR i nie bez wzruszenia słuchaliśmy słów o tym, jak w bojach rodziła się i krzepła prawdziwie ludzka przjaźń.

Nurtujące nas myśli i uczucia wyraził najlepiej wiceprezes ZG TPPR Józef Ożga-Michalski, który – zwracając się do byłych partyzantów – stwierdził: - Nasze narody złączyła najtrwalsza przyjaźń. Nie ma bowiem przyjaźni mocniejszej niż ta, którą scementowała wspólnie przelana krew i która zasadza się na wspólnocie idei. Wspaniałymi owocami obdarzyła nas dotąd i jasną perspektywą dni nadchodzących obdarza nas wzajemna braterska przyjaźń. Tak oto - w wielkim skrócie - wygląda zakończone naszym wspólnym sukcesem poszukiwanie bohaterów


Jurij Ponomarenko warszawski korespondent  gazety "Izwiestia" Zapisz
rtf
Archiwum dr. Podbielski