| |
ŻYCIE WETERYNARYJNE | Logo | 04-1966 |
|
|
|||
| Pomoc, wdzięczność, przyjaźń . | Uzupełnimy kartę historii zawodu | ||
|
|
|||
|
Podobnych faktów historia ostatniej wojny, historia
walki z hitlerowskim najeźdźcą, zanotowała wiele. O tym, który chcemy przedstawić
czytelnikom z pewnością by już zapomniana. Wszak od tamtej chwili minęło
ponad dwadzieścia lat. Życie szybko toczy się naprzód i obfituje w coraz
to nowe wydarzenia zaprzątające myśli i marzenia ludzi. Do przeszłości, zwłaszcza
tragicznej, wraca się niechętnie, chociaż czyny w tamtym okresie dokonane
mogłyby być powodem do chluby, utwierdzać w przekonaniu, że człowiek może
być człowiekowi bratem a nie wilkiem. To, że czyny niżej opisane mogą dziś
być przypominane zawdzięczać należy ludzkiej wdzięczności.
DO REDAKCJI NADSZEDŁ LIST
W maju 1964 r. do Redakcji „Chłopskiej Drogi" trafił list z dalekiej Gruzji, przekazany przez Ambasadę Radziecką w Warszawie. Autor listu, Szałwa S. Babunaszwili, mieszkaniec miasta Cchałtubo prosił o pomoc w odnalezieniu Polaków, którzy pomogli jemu i jego kolegom w ucieczce z niewoli niemieckiej. Nie znał nazwisk, podawał tylko, że pomocy w ucieczce udzielił im polski lekarz weterynarii i jego żona, mówiąca po rosyjsku, z okolic Radomia, gdzie on z kolegami przebywali, jako jeńcy radzieccy. Redakcja list wydrukowała pod tytułem: „Kto zna togo lekarza?". W kilka dni po opublikowaniu listu do Redakcji zadzwonił Antoni Lipiec z Glowaczewa, pow. kozienicki, wiceprezes miejscowej Gminnej spółdzielni, a w czasie okupacji dowódca grupy Batalionów Chłopskich. Podawał że jest jednym z organizatorów ucieczki jeńców radzieckich z Babunaszwili na czele. Poszukiwanym lekarzem weterynarii jest Tadeusz Podbielski, zamieszkujący obecnie wraz z żoną Zofią w Międzyrzeczu Wielkopolskim i pracujący tam na stanowisku powiatowego lejkarza weterynarii. Oprócz wymienionych w organizowaniu ucieczki uczestniczył jeszcze Piotr Mikos, który był przewodnikiem zbiegów. Dalsze poszukiwania potoczyły się już gładko. Telefon do Międzyrzecza i rozmowa z dr Podbielskim potwierdziły, że to jego poszukuje autor listu opublikowanego w „Chłopskiej Drodze” Wiadomość natychmiast przekazano do Gruzji. Wkrótce między Podbielskim a Szałwą Babunaszwili nawiązała się korespondencja, która odnowiła znajomość zawartą przed dwudziestu laty. UCIECZKA JEŃCÓW RADZIECKICH
Tadeusz Podbielski w roku 1943 pracował jako lekarz weterynarii w stworzonym przez Niemców majątku obszarniczym tzw. Liegenschaft w miejscowości Lipa k. Radomia. Majątek składał się z kilku gospodarstw położonych na obszarach tzw. Truppen Ubungsplatz Mitte (środkowy plac ćwiczeń). Był to obszar pomiędzy Wisłą a linią kolejową Radom -Warka - przeznaczony do przygotowań wojsk hitlerowskich do walki na froncie wschodnim. Do jego stworzenia Niemcy przystąpili niemal nazajutrz po podbiciu Polski. Już w listopadzie 1940 r. wysiedlono stąd polskich chłopów. W końcu 1943 r., gdy wojska hitlerowskie dostawały od Armii Radzieckiej mocne cięgi, nie tylko do pracy, ale także i do ochrony majątków niemieckich, z braku własnych wartowników, wykorzystywani byli jeńcy radzieccy z pobliskiego wielkiego obozu w Kruszynie koło Radomia. Do pełnienia funkcji wartowniczych zmuszana jeńców głodem. Oczywiście Niemcy - zupełnie, zresztą słusznie, jak się przekonywano - nie ufali wartownikom - jeńcom. Aby ci nie nawiązywali kontaktów z ludnością polską, zmieniali ich co kilkanaście dni. W jednej z takich grup wartowniczych znajdował się Szałwa Babunaszwili, Lewon Gamdzelidze, Szałwia, Kobaszwili oraz 17 ich towarzyszy. Jeńcy zdawali sobie sprawę, że tu mają największe szanse wyrwania się z hitlerowskiego piekła. Niemożliwe to jednak było bez pomocy miejscowej ludności. Potrzebne było nawiązanie kontaktu z ludźmi, którzy mogli by im zorganizować ucieczkę. Jak to często bywa, sprawił to przypadek. Inteligentny i bystry Babunaszwili zauważył pewnego razu, że Zofia Podbielska przekazywała coś ukradkiem jakiemuś osobnikowi. Gruzin skojarzył sobie ten fakt z istnieniem w majątku tajnej polskiej organizacji. Ta zdecydowała, czas szybko upływał, musiał działać jeśli chciał wykorzystać szansę. Wkrótce przecież Niemcy mogli zabrać jeńców z majątku. Babunaszwili zwrócił się da doktora Tadeusza Podbielskiego, prosząc o pomoc w zorganizowaniu ucieczki. Podbielski zgadza się. On z kolei porozumiewa się z członkami miejscowej grupy BCh. Stamtąd otrzymuje zgodę i pomoc dla jeńców w postaci przewodników. Tu przerwijmy na chwilę relację z ucieczki jeńców i przypomnijmy, że Podbielski jako lekarz weterynarii miał możliwość poruszania się po terenie i dzięki temu zastał wykorzystany w pracy miejscowych oddziałów ruchu oporu, głównie w charakterze łącznika, przewożącego gazetki, rozkazy, a także broń. Trzeba jeszcze dodać, że jako lekarz zdobywa sobie u Niemców doskonałą opinię fachowca. To stwarzała mu niejako swoisty glejt nietykalności na tym terenie. Dzięki temu właśnie dr Podbielski nadawał się doskonale na organizatora ucieczki i Babunaszwili nie mógł lepiej wybrać. Opracowany dokładnie plan ucieczki przewidywał, że w określonym dniu wieczorem Podbielscy zaproszą hitlerowskiego zarządcę majątku i Niemców stojących na czele straży majątku na przyjęcie. Urządzenie takiego przyjęcia nie przedstawiało dla lekarza wet. większych trudności. Po prostu lekarz zawiadomił niemieckiego kierownika, że jedną ze świń trzeba dobić. Jest więc okazja do popijawy. „Zabawa" trwa. Zaproszonym Niemcom coraz bardziej poprawiają się humory. Wtem, z łoskotem otwierają się drzwi. Do pokoju wpada grupa Gruzinów, z bronią gotową do strzału. Ich przywódca Babunaszwili wydaje rozkaz podniesienia rąk i ustawia zebranych twarzą do ściany, informując przy tym, aby nikt nie próbował ucieczki, gdyż dom jest obstawiony. Dr Podbielski natomiast, tak jak było umówione, w celu zmylenia Niemców, zwraca się do Babunaszwili z żądaniem, aby jeńcy zaprzestali tego co robią. Za tę próbę mediacji otrzymuje jednak uderzenie kolbą i kopniaka. W tym momencie jednak, korzystając z zamieszania, dowódca straży, niemiecki oficer ucieka, ale niedaleko. Na podwórzu dosięga go kula. Ten wypadek nie jest po myśli zbiegów. Nie ma już czasu na zamknięcie „gości" Podbielskiego w piwnicy. Gruzini przykazują im tylko „cicha siedzieć" i barykadują drzwi. Teraz trzeba się śpieszyć. Jeńcy z przewodnikiem opuszczają majątek i lasami uciekają w kierunku Wisły. Tam czeka na nich przewoźnik, który przeprawia ich na prawy brzeg rzeki, udają cię w kierunku lasów parczewskich. Tu zbiegowie przyłączają cię do polskich partyzantów. Wielokrotnie toczą teraz z nimi walki z hitlerowskim najeźdźcą. Następnie, droga zbiegłych z niemieckiej niewoli Gruzinów, wiedzie ich do Związku Radzieckiego. Przeprawiają się przez Bug, docierają do rejonu Domaczowa i przyłączają się da partyzanckiej brygady im. Lenina. Nadal walczą. W jednym z ataków na niemiecką strażnicę graniczną ciężko ranny zostaje Szałwia Babunaszwili. Odesłany stamtąd na leczenie do Moskwy, wyzdrowiał i po zakończeniu działań wojennych wrócił do swej ojczystej Gruzji. Wkrótce patem, rozpoczął przy pomocy różnych instytucji poszukiwanie Polaków, którzy pomogli, jemu i towarzyszom wyrwać się z hitlerowskiej niewoli, aby złożyć im podziękowanie i wyrazy wdzięczności za ten bohaterski czyn. Niestety, długo poszukiwania nie dawały rezultatu: Dopiero list zamieszczany w „Chłopskiej Drodze" pomaga w odnalezieniu poszukiwanych. SPOTKANIE PO 20 LATACH
Teraz wszystka odbywa się już szybko. Podbielscy piszą serdeczny list do b. partyzanta, obecnie głównego księgowego uzdrowiska „Szachtior" w mieście Cchałtubo - Szałwy S. Babunaszwili. Przypominając tamte wydarzenia, cieszą się z pomyślnego jego zakończenia, zapraszają Babunaszwili i jego kolegów da siebie, do Polski. W odpowiedzi Babunaszwili zaprasza. Podbielskich do Gruzji. Podbielscy wyjeżdżają. Babunaszwili i jego koledzy przyjmują ich niezwykle serdecznie i gościnnie. I nie tylko oni. Można powiedzieć, że gości ich cały naród gruziński. Wszystkie gazety opisują szczegółowo wydarzenia sprzed 20 lat z informują również szeroko o pobycie Podbielskich w Gruzji. Trzytygodniowy pobyt wypełniają Podbielskim wspomnienia i spotkania ze swoimi przyjaciółmi i ich rodzinami oraz z pionierami i komsomolcami. Są również gośćmi przewodniczącego Rady Najwyższej Gruzińskiej Republiki Socjalistycznej, który obdarza ich specjalnymi podarkami. W parę miesięcy później Babunaszwili i jego towarzysze składają rewizytę w Polsce. Wraz z Podbielskimi i pozostałymi organizatorami ucieczki jeńców - Antonim Lipcem i Piotrem Mikosem, zwiedzają pamiętne miejsca, spotykają się z miejscową ludnością. Gruzińscy, goście odwiedzają także powiat międzyrzecki, od wyzwolenia kraju, miejsce pracy dr Podbielskiego. Miłe i serdeczne są te spotkania. Końcowymi akcentami pobytu w Polsce są spotkania gruzińskich i polskich przyjaciół w Redakcji „Chłopskiej Drogi" i w Ambasadzie Radzieckiej. Jak w Gruzji tamtejsza prasa tak i polska poświęca wiele miejsca opisom wydarzenia które podobnie, jak wiele innych, przyczyniła się do umocnienia trwałej przyjaźni narodu polskiego z narodami Związku Radzieckiego. Fakt, że jednym z bohaterów tego wydarzenia był lekarz weterynarii, zasługuje specjalnie na znalezienie się na kartach historii zawodu, uzupełniając jego chlubną działalność w służbie polskiego narodu. Fotografia: Bohaterowie reportażu T. Podbielski i S. Babunaszwili z małżonkami w czasie pobytu w Tbilisi |
|||
| |
MIECZYSŁAW KUJAWA. | Zapisz rtf |
|