GAZETA ZIELONOGÓRSKA Logo 7.08.1964 

Na kartce albumu rodzinnego . Spotkanie po latach 


Na kartce albumu rodzinnego p. Zofii Podbielskiej, żony lekarza weterynarii z Międzyrzecza, znajdujemy kilka po rosyjsku skreślonych zdań, trochę nie składnych, jak gdyby pisanych nerwowo. „Szanowna Pani Zofio! Życzę Wam długiego, wesołego i zdrowego życia. Wszystkiego co najlepsze. Długo Was i P. dr Tadeusza będę wspominał, tak jak się wspomina dobrych i serdecznych ludzi. Serdeczna wdzięczność ode mnie” Pod spodem widnieje data: 2 września 1943 r.

A autorem tych słów jest b. Jeniec wojenny, mieszkaniec dalekiej Gruzji – Tamazy Konczilila. W Kruszynie koło Radomia istniał olbrzymi, wielotysięczny obóz jeńców wojennych. W te strony rzuciły losy wojenne pp. Zofię i Tadeusza  Podbielskich. Przebywali we wsi Lipie, pracując w olbrzymim majątku ziemskim. P. Tadeusz jako lekarz weterynarii. Z obozu jenieckiego, mieszczącego jednorazowo 6-7 tys. Jeńców, skierowano do Lipia 22 żołnierzy radzieckich ( jak opowiadali, byli oni garstką z kilkuset pozostałych przy życiu), polecając im pilnowanie dworskiego mienia. Jeńcy, a zwłaszcza  s. Sz. Babunaszwili  i Tamazy Konczilia, zaprzyjaźnili się  z pp. Podbielskimi. Uczęszczali nawet na potajemną naukę języka polskiego (p. Zofia, z zawodu nauczycielka prowadziła tajne nauczanie). Gdy nabrali do lekarza i jego żony pełnego zaufania, zdradzili  przed nimi swoje skryte zamiary. Postanowili przedostać się do partyzantki lub poza linię frontu, gdyż nie byli w najmniejszym stopniu pewni, czy doczekają końca wojny nawet w tak „luksusowych” warunkach. Nie mogli się również pogodzić z losem jeńców wojennych. Muszą – stwierdzili – za wszelką cenę dostać się w szeregi partyzantów walczących z hitlerowskim barbarzyńcą. O pomoc w zrealizowaniu swych zamierzeń poprosili pp. Podbielskich. Ci z kolei skontaktowali się z dowódcą pewnego oddziału Batalionów Chłopskich Antonim Lipcem ( pseudonim „Żygant”) i przygotowano, obmyślono w najdrobniejszych szczegółach, plan ucieczki.

W wyznaczonym dniu i umówionym miejscu oczekiwać miał partyzantów przewodnik. Znakami rozpoznawczymi były: hasło – „Tibilis”, odzew – „Batumi:. Trzeba  jednak było uśpić czyjność Niemców. Dr. T. Podbielski zgłosił Niemcom, iż zachorowała ...świnia  i że trzeba zabić, by był z niej chociaż jakikolwiek pożytek. Wiedział  zresztą o tym, ze Niemcy lubowali się w obrzędach świniobicia. Przygotowano suto zakrapianą libację. W trakcie uczty do pokoju wkroczył uzbrojony w karabin maszynowy Babunaszwili, posługując się bronią uczestniczących w libacji Niemców, którzy – niczego się nie spodziewając – pozostawili ją w innym pokoju. Po sterroryzowaniu i powiązaniu biesiadników i wydaniu zakazu opuszczania na przeciąg kilku godzin tego budynku przez kogokolwiek, uciekli. Zawiadomiona później niemiecka żandarmeria (i tak przybyła dopiero po kilku godzinach od chwili, gdy Niemiec ich powiadomił) szukała już tylko przysłowiowego „wiatru w polu”. Akcja powiodła się w pełni. PP. Podbielscy otrzymali po pewnym czasie od uciekinierów pozdrowienia i podziękowania. Było to jesienią 19443 r. Od tej pory nie mieli żadnej wiadomości o losach grupy radzieckich jeńców.

Od wielu lat  bezskutecznie poszukiwali swoich wojennych przyjaciół. PP. Podbielskich z kolei Babunaszwili i Konczilia, martwiąc się o  ich losy, czy nie wydało się przypadkowo, iż ucieczka ich była ukartowana, że pomagali w tym pp. Podbielscy? Gdy wszelkie sposoby zawiodły, Babunaszwili napisał  list – z prośbą o opublikowanie – do „Izwiestii”.
Zamieściła go także w niedługim czasie „Chłopska Droga”. I oto w lipcu br. nadszedł do pp. Podbielskich list od Babunaszwili. Na kilku stronach opisuje on swoje i współtowarzyszy wojenne dzieje.  Po ucieczce walczył w oddziałach partyzanckich, został ciężko ranny. Później przebywał na leczeniu w jednym z moskiewskich szpitali. „Nie macie pojęcia, jak wielką radość – pisze Babunaszwili – sprawił mnie osobiście, mojej rodzinie oraz współtowarzyszom tamtych czasów list, który od Was otrzymałem. Odpisuję natychmiast. Ten dzień był dla mnie wielkim świętem. Stale Was wspominałem, martwiłem się nieustannie, zdając sobie sprawę, że pomagając nam w ucieczce narażaliście własne życie”. Babunaszwili przekazuje dalej serdeczne pozdrowienia i podziękowania wszystkim tym, którzy tak wiele pomogli jeńcom radzieckim na polskich ziemiach, a m. In. Nieznanym mu z imienia i nazwiska przewodnikom. Babunaszwili zaprasza pp. Podbielskich do siebie. Do słonecznej Gruzji, obiecując uczynić wszystko, by tylko ułatwić im przyjazd. Zanim jednak to nastąpi, prosi o podanie numeru telefonu i wyznaczenie dnia, w którym mógłby zatelefonować. Otrzymanie listu od Babunaszwili było również dla pp.  Podbielskich wielkim i wzruszającym przeżyciem. Nie wstydzą się łez, które zrosiły im policzki, w chwili gdy czytali ten od tylu lat oczekiwany list.


Jarogniew Domaniewicz. Zapisz
rtf
Archiwum dr. Podbielski