NADODRZE Logo 11-1964

Wielkie pasje pani Zofii


„Dzień dobry szanowni przyjaciele, Zofio i Tadeuszu! Przede wszystkim bardzo Was przepraszam, że zwracam się do Was tylko po imieniu, ale nie znam Waszego otczestwa. Dziękuję za Wasze zainteresowanie i przesłane fotografie. Moi drodzy przyjaciele! Tak jak w poprzednich listach tak i obecnie zapraszam Was gorąco w gościnę do siebie. Najlepsze miesiące to wrzesień i październik, bo później są dni deszczowe. Wszystkie wydatki, związane z Waszym pobytem u nas biorę na siebie... Przyjeżdżajcie, będziecie moimi , i moich towarzyszy, drogimi gośćmi. Mocno Was obejmuję i całuję Wasz Szałwa Sierepionowicz Babunaszwili”.

List ów napisany został w dwadzieścia lat po tragicznych wydarzeniach. Były lata okupacji hitlerowskiej. Zpofia i Tadeusz Podbielscy mieszkali wówczas we wsi Lipa koło Kozienic. W pobliżu tej miejscowości, przeznaczonej przez okupanta na wielki poligon wojskowy, mieścił się obóz żołnierzy radzieckich. Masowo umierali z głodu, chorób i krańcowego wyczerpania. Dwóch z nich sądzone im było poznać – jednym był b. Dowódcaa okręgu wojennego – Tamazy Kunczulia, a drugim Szałwa Babunaszwili. Pani Zofia uczyła ich polskiego języka, oni opowiadali jej o dalekiej Gruzji i o swojej straszliwej bezczynności. Któregoś dnia poprosili o pomoc w zorganizowaniu ucieczki. Zaryzykowano śmiertelne niebezpieczeństwo. Udało się. Dwudziestu radzieckich  żołnierzy – jeńców obozu masowej zagłady odzyskała wolność. Przedostali się do swoich.

Pani Zofia wraz z mężem – lekarzem weterynarii, przez długie powojenne lata usiłowała wszelkimi drogami dowiedzieć się o dalszych losach radzieckich przyjaciół. Bez skutku. W 1959 roku, kiedy przebywał w Polsce gruziński minister kultury, zwróciła się do niego listownie, pisząc na adres warszawskiego pałacu kultury, z zapytaniem o losy radzieckich żołnierzy. Poczta odesłała list z dopiskiem: adresat nieznany. I oto w kwietniu br. ambasador Aristow  przemawiając przez radio o więzach przyjaźni polsko – radzieckiej, wspomniał też m. In. O polskim lekarzu weterynarii, który wraz z żoną w ciężkich latach okupacji uratował zyćie gruzińskim żołnierzom. I wreszcie dzięki pomocy dwóch redakcji radzieckiej „Izwiestii” i polskiej „Gromady” w 1964 roku odnaleźli się po przeszło dwudziestu latach wzajemnych poszukiwań. Na razie do siebie pisują, ale wkrótce się zobaczą.

Pani Zofia z mężem mieszka w Międzyrzeczu on Szałwa Babunaszwili jest starszym buchalterem w sanatorium górniczym w Gruzji. Ma troje dzieci -  najstarszy na politechnice, młodszy kończy średnią szkołę, a najmłodszy ma 5 lat. Pani Zofia jest prezesem Rady Powiatowej Polskiego Komitetu Pomocy Społecznej, prezesem Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami, przewodniczącą komitetu Blokowego i radną miejskiej  rady narodowej. Przez wszystkie te lata pozostała wierna swej największej pasji – pracy społecznej i niesieniu pomocy potrzebującym. Znalazła też czas dla siebie – ukończyła dwuletnie studia na WUML.

Plany na przyszłość? Chcielibyśmy z mężem kupić na własność willę, w której mieszkamy od 1946 roku – mówi pani Zofia. Mogłabym wtedy na piętrze urządzić społeczne pogotowie opiekuńcze dla dzieci. Międzyrzecz bardzo potrzebuje takiej placówki. .



Słuchał: AW. Zapisz
rtf
Archiwum dr. Podbielski