JUTRO Logo 1989

Pierwiastki życia.



HARRISAMI MOŻEMY BYĆ WSZYSCY
Istotą profilaktyki  jest przewidywanie jutrzejszych skutków wczorajszego działania
Julian Aleksandrowicz    
 
Prawda jest taka, że od 40 lat nikt ze świata naukowego nie zainteresował się jego preparatem, który wrócił siły tysiącom ludzi. Nikt, prócz chorych, często przez oficjalne orzeczenie skazanych na śmierć.

SZCZYPTA SOLI

Stara, otynkowana na biało kamienica w środku miasta. Pod bramą już późną nocą ustawiają się sznury samochodów z rejestracjami z różnych województw. Przyjeżdżają też i dzwonią ludzie z całego świata. Czekają godzinami, bo to niewielkie miasto-gmina nie ma w centrum własnego hotelu, ani miejsca, gdzie można by wygodnie doczekać rana. Najbliższy zajazd znajduje się 5 km dalej, nad jeziorem Głębokim, ale nie wszyscy o nim wiedzą.




Prelekcja odbywa się w samo południe. W niewielkiej piwniczce domu dra Podbielskiego.
Doktor wchodzi wejściem, które wiedzie wprost z mieszkania. Towarzyszy mu rodzina. Wnosi pudła z maściami i mikroelementami.
- To nie preparat na jakąś chorobę - zaczyna. - Nadal trzeba być pod kontrolą i opieką lekarzy prowadzących. Robić to, co każą. Mój środek, to tylko udoskonalenie leczenia. Przyspiesza gojenie się ran po poważnych operacjach, poprawia apetyt, trawienie, wypróżnianie, krążenie, reguluje system nerwowy, przyspiesza regenerację sił, wzrost ilości hemoglobiny zapewnia dotlenienie organizmu. Pod warunkiem, że jest się niepalącym.
Mnóstwo pacjentów przybywa tu już od wielu lat. Joanna Czubińska ze Skwierzyny niezachwianie i ślepo wierzy w cudotwórczą moc doktora. Od czasu, gdy jej siostrze zrobił się guz na mózgu. Lekarze dali jej miesiąc życia. Pani Joanna zaczęła w nią wlewać preparat. Było to 2 lata temu i siostra, choć przykuta do łóżka, żyje.
Zaczęła więc podawać krople całej rodzinie. Tak się złożyło, że obie jej synowe będąc w ciąży dostały anemii. Mikroelementy w ciągu kilku tygodni przywróciły im „dobrą" krew.
Tadeusz Polopczyk z Rawicza choruje od 9 lat. Zapalenie ślinianek i węzłów chłonnych skończyło się naświetlaniem, chemioterapią i operacją. Przez cały ten czas używa Tp-1 i Tp-2. Lekarze dziwili się, że tak sprawnie przebiega jego rekonwalescencja. Nie przyznał się jednak, że stosuje mikroelementy. Chłopak o kulach podnosi się. Idzie w kierunku doktora. Ma około 20 lat.
- To był wypadek. Trzy lata temu uderzyłem motorem w wózek. Złamanie otwarte prawej nogi w podudziu. Pół roku leżałem w gipsie, a potem zabrali się do operacji. W szpitalu w Kaliszu wkręcili blachy, zrobili przeszczep. Chodziłem przez jakieś dwa miesiące, a potem już nigdy więcej.
- Głaskać, często głaskać. Leciutko, opuszkami palców, jakbyś grał na pianinie. No i smarować, najwięcej Tp-2. Ręce doktora przesuwają się w powietrzu wzdłuż złamania. Nie dotyka nogi.
- Czuję lekkość, swobodę, coś ciągnie nogę w dół..
. - Za dwa miesiące przyjedziesz z lepszymi wynikami.
Preparaty są dwa, Tp-1 i Tp-2. Różnią się stężeniami.
- To nie koliduje z lekarzami - przypomina doktor - tylko wspomaga.
Tam, gdzie nie ma czasu, gdzie ważna jest każda godzina już po 3-4 dniach przechodzi się na Tp-2. Oprócz systematycznego picia można z niego robić jeszcze okłady na bolesne miejsca, płukanie przy chorobach gardła, zapaleniu oskrzeli, hemoroidach, owrzodzeniu, nadżerce, mięśniakach, a także inhalacje i smarowanie, najpierw mocne, intensywne, a potem lekkie, delikatne.
- Harrisami możemy być wszyscy - te słowa wywołują absolutną ciszę. - Musimy tylko umieć dbać o swoje zdrowie.
PIERWSZA SŁUŻBA

Zaczęło się zaraz po wojnie. Wojewódzki Urząd Weterynarii z Poznania zlecił mu zorganizowanie w Międzyrzeczu służby weterynaryjnej. Zaraz na początku zauważył, że w niektórych miejscowościach, mimo dorodnych łąk, bydło wyglądało marnie. Wszystkie dostępne wówczas środki poprawienia jego kondycji były bezskuteczne, a nawet pogarszały stan. Pobrał próby z gleby, słomy, trawy i wysłał do Instytutu Gleboznawstwa i Nawożenia w Poznaniu. Już po 2 tygodniach tajemnica się rozwikłała. Brak w glebie kobaltu, miedzi i magnezu.
Na własną rękę zdobywał składniki do robienia preparatu. W efekcie powstał patent, „tajemnica doktora" złożona i zapomniana na zawsze w Urzędzie Patentowym.

Najpierw podawał mikroelementy zwierzętom cierpiącym na brodawczyce skóry. Skutki były zaskakujące. W ciągu kilku dni poprawiła się ogólna kondycja. I wtedy zastanowił się, czy mikroelementy nie mogą być równie skuteczne dla człowieka. - Próbował sam na sobie - mówi żona, Zofia Podbielska. - Codziennie po kropelce, potem .łyżeczce. Mówię mu, Tadziu jeżeli tobie ma się coś stać, to ja muszę być z tobą. Piłam ten środek z nim.

I STANĄŁ PRZED SĄDEM

Po kilku latach Podbielski stanął przed sądem. A spowodował to artykuł Józefy Radzymińskiej, która w piśmie przeznaczonym dla Polonii zagranicznej napisała: „Tysiące ludzi zawdzięczają mu zdrowie i życie". Więcej nie było trzeba, bo nasze prawo nie zezwala na uprawianie praktyk medycznych ludziom nie posiadającym uprawnień. Oskarżony bronił się sam, bez pomocy adwokata. Przesłuchano dziesiątki świadków. Tych uleczonych, wobec których medycyna okazała się bezradna. Znaleziono u niego ponad tysiąc listów z podziękowaniami. Chodzenie ich tropem nie wykazało, że komuś zaszkodził. Mimo to uzasadnienie wyroku uniewinniającego brzmiało niejednoznacznie.

Z PRZYMRUŻENIEM OKA

Międzyrzeckie środowisko lekarskie preparat Podbielskiego traktuje na ogół z przymrużeniem oka. Nie szkodzi, ale i pomóc za wiele nie może. Zapytani o zdanie lekarze zgodnie twierdzą, że nie znają osobiście pacjenta który wyleczył się dzięki kroplom weterynarza, nie znają też takiego, któremu by one zaszkodziły.
Aleksander Zielonka, dyrektor międzyrzeckiego ZOZ-u i jednocześnie krajowy specjalista ds. organizacji zdrowia, określa się mianem przyjaciela doktora Podbielskiego. Mimo, że sam znajduje się w towarzystwie propagującym powrót do naturalnych metod dbania o własne zdrowie, w mikroelementy doktora za bardzo nie wierzy.

Jako lekarz wie, że są takie postacie raka, które wynikają w całości właśnie z niedoboru mikroelementów. Przy regularnym ich uzupełnianiu objawy choroby mogą zaniknąć, co nie znaczy, że rak został z organizmu wyrzucony. Preparaty Tp-1, Tp-2 są świetne jako uzupełnienie leczenia. - Nie są jednak lekarstwem lecz odżywką, nie mówiąc o tym, że dostępny w aptekach vitaral czy peweksowski buerlecithin są o wiele bogatsze w mikroelementy - twierdzi A. Zielonka.

Jednakże lekarze międzyrzeccy wcale nie odwodzą pacjentów od pomysłu zażywania preparatów. Na zasadzie - tonący chwyta się brzytwy. - Myślę, że jeśli przypadek choroby z medycznego punktu widzenia jest beznadziejny, to można tego spróbować, bo wtedy i tak już nic nie zaszkodzi - komentuje chirurg Krzysztof Adamkowicz. - Ale cala ta sprawa jest przereklamowana, zaś doktor Podbielski korzysta z naiwności ludzkiej. Choć szczerze mówiąc, czy jednak do wszystkiego należy podchodzić tak racjonalnie?

NAUKA MILCZY

O preparacie doktora Podbielskiego z naukowego punktu widzenia niewiele można powiedzieć. Do tej pory dokładnie nie przebadała go żadna polska placówka naukowa. Mimo, iż mówi się o tym fenomenie od ponad 40 lat.
W r. 1976 Instytut Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie z Warszawy wydał: orzeczenie:
Po zapoznaniu się z materiałem w sprawie mikroelementów na choroby onkologiczne stwierdza się, że na podstawie tych danych nie można nic więcej powiedzieć o wpływie owych substancji na organizm zwierząt i człowieka (...) Można wyciągnąć wniosek, że sole kobaltu (chlorek kobaltowy) mają wpływ na proste reakcje utleniania, działają podobnie jak enzym (...) Stworzenie precedensu (zastosowanie tych substancji w klinice) dającego w pewnym sensie „poparcie naukowe" dla działalności doktora Podbielskiego otworzyłoby drogę dla podobnych spraw... Podpisali lek. med. Józef Zborzil, Zbigniew Wronkowski i Piotr Siedlecki.

Doktor Podbielski nie rezygnuje. Sam przyznaje, że nie jest naukowcem, fachowcem, ale przez tych wiele lat tyle na ten temat przeczytał, tyle wykonał na własną rękę i na własnej skórze doświadczeń, że nie można go traktować jak laika.

Wespół z Akademią Medyczną w Warszawie i PAN prowadzi eksperymenty z oddziaływaniem pierwiastków na bakterie chorobotwórcze. Praca jest obszerna, poparta naukowymi dowodami, ale od wielu lat nie można jej opublikować. Jedyna, w miarę pełna analiza składu chemicznego preparatów Tp-1 i Tp-2 została przeprowadzona przez amerykański Whiterberg Uniwersytet w 1976 roku.

Doktor Podbielski został także zaproszony 30 lat temu do Kliniki Onkologii w Gliwicach. Tamtejszy dyrektor byk zaskoczony, że jego pacjentki, których beznadziejny stan pamiętał, po kilku latach zgłosiły się całe i zdrowe, te lata zyskały dzięki ożywczemu działaniu mikroelementów. Wizyta doktora w Gliwicach miała być początkiem badań na myszach. Od trzech dziesiątków lat nie dostał odpowiedzi.

„Chłopska Droga" z września ubiegłego roku (nr 36) zamieściła opinie dwóch naukowców z Pracowni Biofizyki i Biochemii Instytutu Parazytologii PAN. Profesor Wanda Barbara Borzemska prowadziła badania na chorych kurach, które z lekarsko-weterynaryjnego punktu widzenia powinny być zlikwidowane. - Po podaniu kurom preparatu Podbielskiego - mówi - u piskląt wyklutych z jaj chorych kur ujawniły się cechy niezwykle. Zaniknął szereg schorzeń patologicznych, przede wszystkim deformacje kośćca.

BŁĘDNE KOŁO

- Mój preparat od kilkudziesięciu lat mógłby być dostępny w aptekach - uważa doktor Podbielski. - Cała moja walka poszła na marne. Przecież ja nie żądam dla siebie, i tak długo żyję. Przy dzisiejszym stanie środowiska, nieracjonalnym i nieodpowiednim odżywianiu się mikroelementy są dla organizmu niezbędne. Po wielu latach doświadczeń sam doszedłem do idealnego składu. Nikt mi w tym nie chciał pomóc. Tp-1 i Tp-2 zawierają między innymi sole kobaltu, żelaza, miedzi, manganu, cynku i wielu innych pierwiastków. Jest to zestaw mikrosoli. W potrzebne składniki zaopatruję się w centrali chemicznej, choć często z dużym trudem. Podstawą oddziaływania jest fakt, iż witamina B12 sączy się z cząsteczkami kobaltu, co go wzbogaca, a to z kolei wzmacnia siły obronne organizmu.

Nazwę dla preparatu wymyślił jeden z dziennikarzy, też pacjent Tadeusza Podbielskiego. Zatytułował swój artykuł „To pomaga". I tak już zostało. Choć złośliwcy kojarzą tę nazwę z inicjałami doktora.

Ostatnio na Zachodzie kuracje homeopatycznymi dawkami soli mineralnych i metali zostały określone jako fanatyczna moda. Powstały nawet specjalne firmy farmakologiczne, które tą tylko dziedziną się zajmują. Nie sam kobalt, ale i miedź, magnez, żelazo, a nawet złoto są nagminnie połykane, i to z dobrymi efektami.

W Polsce nadal niekonwencjonalne metody leczenia podciąga się pod wspólny mianownik ze znachorstwem i szarlatanerią.

Przypadek dra weterynarii Tadeusza Podbielskiego z Międzyrzecza jest najlepszym przykładem bezskutecznej walki z biurokracją w naszym kraju.


BOŻENA STĘPIEŃ BEATA
HANUSIK-ZNAMIROWSKA 
Zapisz
rtf
Archiwum dr. Podbielski